Opowieść moja zabierze was w krainę i czasy, w których
nazwany byłbym bardem zamiast narratorem a wy zostalibyście nazwani po prostu
tanią bandą pijaków z karczmy. Może i w sumie różnicy nie ma, ale sęk w tym, że
rzecz ma miejsce dawno. Jeżeli oczywiście uświadomicie sobie, że na dodatek
istnieją tam zdarzenia, obiekty magiczne i nadprzyrodzone to być może dotrwacie
do końca w co szczerze śmiem wątpić. W miarę mojego wprowadzania was w tą
opowieść zrozumiecie dlaczego wątpię. Zacznijmy jednak od początku tej
katastrofy. W krainie tej nie nazwanej jeszcze żyje bohater. Żyje co całkowicie
wydaje mi się być rzeczą niedorzeczną biorąc pod uwagę jego... walory. Wracając
jednak do samej opowieści. Bohater ten widział rzeczy, które przekraczały
wszelkie wyobrażenie. Walczył ze stworami tak nieprawdopodobnymi, że nawet w
tak magicznym świecie wydawały się nierealne. Nie raz ryzykował swe życie dla
szczytnego celu. Swą chwałą i bezinteresownością przyćmiewał nawet paladynów z
najsurowszych zakonów.